Dantejskie sceny na Haiti, ludzie walczą o jedzenie; "to wstyd"

Siły międzynarodowe próbują pilnować porządku przy wydawaniu jedzenia
PAP
Pomoc dociera na zniszczoną w potężnym trzęsieniu ziemi wyspę Haiti, ale przekazanie niezbędnych produktów ludziom, którzy jej najbardziej potrzebują, wciąż jest sporym wyzwaniem. W wielu punktach stolicy, Port-au-Prince doszło do bijatyk o rozdawane przez międzynarodowe organizacje humanitarne jedzenie. W części z nich udział wzięły gangi uzbrojone w kije.
Ogromne ilości lekarstw, odżywek dla dzieci, czy innych produktów leżą na asfalcie i w magazynach lotniska Port-au-Prince, ale nikt nie wywozi ich dalej – relacjonuje główny korespondent medyczny CNN, Sanjay Gupta.
- To leży tu wszędzie, ale wystarczy wyjść nawet poza teren lotniska, a ludzie już mówią: Potrzebujemy zaopatrzenia – mówi Gupta, który znalazł palety z odżywkami dla dzieci, lekarstwami przeciwbólowymi i antybiotykami, które leżały bez żadnej kontroli tuż przy pasie startowym.
Amerykański personel wojskowy z namiotu, w którym znajduje się magazyn na lotnisku, dał korespondentowi CNN duży worek pełen produktów medycznych, aby zabrał go do szpitala, który odwiedził wcześniej. Jednak nikt nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego nie funkcjonuje żaden zorganizowany system dystrybucji zgromadzonych zapasów.
- Jest tu wiele rzeczy, które czekają na transport. To prawda – potwierdza pułkownik amerykańskich sił powietrznych Ben McMullen. - Czy to dużo? Trudno mi powiedzieć. … Ale każdy z tej strony, a konkretnie ze strony amerykańskiego rządu, robi co może, by przekazać dalej tak wiele rzeczy, jak się da. …
- To wstyd, ponieważ każdy ma nadzieję, że wszystko zostanie wydane w kilka sekund. Ale tu nie ma takiej infrastruktury – wyjaśnia amerykański dowódca.
Problemy są nadal także w porcie miejskim, gdzie władze próbują rozładować korki mając nadzieję na przywrócenie jeszcze dzisiaj dwukierunkowego ruchu w południowej przystani.
Trzęsienie ziemi o sile 7 stopni w skali Richtera, które nawiedziło ten ubogi kraj 12 stycznia, zniszczyło zarówno południową, jak i północną przystań w stolicy, Port-au-Prince. W czwartek haitańskie władze oraz amerykańskie wojsko zdołały przywrócić jednokierunkowy szlak do przystani południowej, która jest mniejsza od północnej. Większa przystań wciąż niestety nie nadaje się do użytku.
Generał major Dan Allyn, amerykański dowódca haitańskich sił zadaniowych, powiedział dziennikarzom, że do końca tego tygodnia tamtejsze porty powinny osiągnąć swe "wstępne możliwości operacyjne". Oznaczałoby to między innymi, że będą mogły przyjmować paliwo, które jest niezbędne dla ciężarówek transportujących pomoc w głąb lądu.
Z kolei żołnierze kanadyjscy pracują nad otwarciem lotniska w mieście Jacmel, co byłoby kolejnym krokiem pozwalającym na przyspieszenie dystrybucji przysyłanych towarów. Jacmel jest nadmorską miejscowością, która oddalona jest od Port-au-Prince o około 40 kilometrów, a która uznawana jest za kulturową stolicę Haiti.
Tworzące się wciąż korki opóźniają dostawy żywności i artykułów medycznych do około trzech milionów Haitańczyków, którzy ucierpieli w trzęsieniu ziemi.
Jak podał premier Republiki Haiti, Jean-Max Bellerive, potwierdzono już śmierć co najmniej 72 tysięcy ludzi.
Opóźnienia w dostawach najpilniejszych rzeczy doprowadziły już do śmierci co najmniej pięciu osób – poinformowali przedstawiciele organizacji Lekarze Bez Granic, znanej pod francuską nazwą Médecins Sans Frontieres.
Ekipy medyczne, pracujące w niezwykle trudnych warunkach i z ograniczonymi dostawami, zmuszone są do improwizacji.
Renzo Fricke, który pełni funkcję koordynatora polowego w organizacji Lekarze Bez Granic, mówi, że jedna z ekip musiała kupić piłę w miejscowym markecie, aby chirurdzy mogli przeprowadzać niezbędne amputacje. Inny z lekarzy pożyczył od ekipy CNN nóż kieszonkowy, który również potrzebny był do zabiegu.
Nie mając środków do sterylizacji, lekarze wykorzystują w tym celu zwykłą wódkę. Pacjenci chirurgiczni otrzymują zwyczajnie dostępne środki przeciwbólowe, ponieważ lekarze nie mają silniejszych leków. Jedna z pielęgniarek stosowała oświetlenie choinkowe jako prowizoryczny przedłużacz.
Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych przyznają, że nie każda pomoc, a zwłaszcza artykuły medycznie, nie docierają wystarczająco szybko do potrzebujących. Mówią jednak, ze sytuacja wciąż się poprawia.
Niestety do wielu Haitańczyków, jeśli nawet dociera jakaś pomoc, to wciąż jest ona niewystarczająca.
- Od dwóch dni nic nie jadłem – powiedział wczoraj 32-letni Anderson Bellegarde. - Piję tylko wodę.
Bellegarde czekał ponad sześć godzin przed oddziałem firmy zajmującej się przekazami pieniężnymi. Firmy takie, jak Western Union, powoli zaczynają otwierać swoje biura, przyciągając długie kolejki Haitańczyków, którzy pilnie potrzebują gotówki.
Jak powiedział jeden z wysokiej rangi przedstawicieli administracji amerykańskiej, w mieście otwarto już ponad 300 punktów dystrybucji. Wydano już ponad 700 tysięcy posiłków, 1,4 miliony butelek wody oraz blisko 10 tysięcy kilogramów artykułów medycznych – poinformował generał Douglas Fraser z Południowego Dowództwa Stanów Zjednoczonych.
Na lotnisko w Port-au-Prince, które wciąż ma tylko jeden pas startowy, dociera dziennie od 120 do 140 lotów, podczas gdy jeszcze w zeszłym tygodniu lotnisko mogło przyjąć zaledwie 25 samolotów dziennie. Od czasu otwarcia portu lotniczego po trzęsieniu ziemi, w Port-au-Prince wylądowało ponad 840 samolotów, ale lista oczekujących wciąż jest przytłaczająco długa, bo liczy około 1400 lotów – mówi Fraser.
Aby usprawnić ruch lotniczy amerykańskie wojsko pozyskało prawa do lądowania w bazie powietrznej Republiki Dominikany w San Isidro, w odległości około 220 kilometrów na wschód od Port-au-Prince.
Wartość pomocy międzynarodowej od czasu trzęsienia ziemi przekroczyła już setki milionów dolarów. Wydatki Stanów Zjednoczonych tylko na różnego rodzaju produkty potrzebne ocalałym sięgnęły już 170 milionów dolarów – poinformowali wczoraj przedstawiciele rządu.
Na Haiti i w rejonie wyspy znajduje się obecnie ponad 13 tysięcy żołnierzy amerykańskich – blisko 2700 na lądzie oraz 10400 na morzu. Wielu żołnierzy Marine spędza dzień na haitańskim lądzie, ale śpi na statkach. Do najbliższego weekendu na wyspę mają dotrzeć kolejni żołnierze, co zwiększy całkowitą liczbę wojskowych przebywających na lądzie do 4600.
Tłumaczenie:
Onet.pl