globalnaswiadomosc.com

artykuły polityka NWO wydarzenia Świat i Polska klimat zdrowie przebudzenie świadomość transformacja forum wideo

Podyskutujmy (FORUM)

Post Reply
Forum Home > Polityka i NWO > Olbrzymi odplyw pieniedzy z PL - diagnoza sprzed 1,5 roku

spiskowiec
Member
Posts: 233

Tekst pochodzi sprzed około 1,5 roku z Gazety Polskiej. Dzisiaj możemy lepiej go ocenić. Z innej perspektywy widać też co się dzieje w Grecji. W kiosku znalazłem też wydanie polskie znakomitego filmu I.O.U.S.A.(nominacja do Oscara w kategorii dokument)
Przypominam że (od roku !!!) jest w moich linkach o NWO.

Prezydent zwrocił uwagę, że opinie przedstawione przez profesjonalnych ekonomistow - naukowcow, są w znacznym stopniu rozbieżne z tym, co prezentowane jest społeczeństwu w mediach

Z prof. Jerzym Żyżyńskim z Katedry Gospodarki Narodowej Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Małgorzata Goss


Prezydent naradzał się ostatnio z grupą ekonomistow. Był Pan uczestnikiem tego spotkania. Czym zajmowało się to gremium? - Omawiano kwestie światowego kryzysu finansowego i jego skutkow dla Polski. Gośćmi Pałacu Prezydenckiego byli specjaliści od finansow, zatrudnienia, organizacji i zarządzania, od makroekonomii, historii ekonomii. Inaczej niż na poprzednim spotkaniu tym razem nie było tam przedstawicieli instytucji. Prezydent zwrocił uwagę, że opinie przedstawione przez profesjonalnych ekonomistow - naukowcow, są w znacznym stopniu rozbieżne z tym, co prezentowane jest społeczeństwu w mediach. To jest ważne. Rzeczywiście opinia publiczna jest w wielu sprawach dezinformowana. Działa lobbing, ktory narzuca jej neoliberalny paradygmat. Choćby ten niesławny podatek liniowy, przy ktorym Platforma ciągle obstaje: poprawność polityczna nakazuje uznawać go za "najsprawiedliwszą formułę podatkową", chociaż każdy wie, że jest to formuła wysoce niesprawiedliwa i szkodliwa ekonomicznie. Prezydent jest zorientowany w tych sprawach, a poza tym posiada wiedzę nieobiegową, wynikającą z jego pozycji w polityce w poprzednich latach, na przykład gdy był prezesem NIK i ministrem sprawiedliwości.

O czym Pan mowił na tym spotkaniu? - Zwrociłem prezydentowi uwagę na skutki relacji Polski z zagranicą widoczne w bilansie płatniczym Polski. Na bilans składają się trzy elementy: rachunek finansowy, rachunek kapitałowy (ma marginalne znaczenie) i rachunek bieżący. Rachunek bieżący mamy ujemny, tj. więcej importujemy, niż eksportujemy. Ale - co istotne - w bilansie pojawiają się dwie ciekawe rzeczy. Otoż w rachunku bieżącym jest pozycja pod tytułem "saldo dochodow". Przedstawia ono skutki przepływow dochodowych z zagranicą. Otoż to saldo dochodow było przez większość ubiegłych lat ujemne, tzn. więcej dochodow wypływało z Polski, niż przypływało, na przykład w latach 90. saldo osiągało wielkość minus 5 mld zł, minus 4 mld zł, minus 2 mld zł, ale już w roku 2002 wyniosło prawie minus 8 mld zł, rok poźniej podwoiło się do prawie minus 14 mld zł, a w 2004 roku sięgnęło minus 42 mld zł, i w kolejnych latach wahało się między minus 35 a minus 44 mld złotych. Co to oznacza? Oznacza to, że co roku średnio ok. 40 mld zł jest transferowanych z Polski za granicę! Po prostu z Polski ciągnie się dochody. To są konsekwencje błędnie zrealizowanej transformacji, oddania znacznej części majątku w ręce zagraniczne, prywatyzacji na rzecz inwestorow strategicznych, ktorzy zamiast tworzyć majątek w Polsce, transferują zyski, dywidendy oraz dochody indywidualne za granicę. Miał być zastrzyk kapitału z zewnątrz, a tymczasem nastąpiło przejęcie kapitału wewnątrz, by wyciągać na zewnątrz uzyskane z niego dochody. W rezultacie dziś tracimy zyski z majątku, ktory posiadamy, zyski, ktore powinny zostać w kraju i służyć rozwojowi gospodarki. W krotkim czasie transfery wzrosły dziesięciokrotnie, z 4 do 44 mld zł rocznie. To kwota rzędu tej, jaką dysponuje Narodowy Fundusz Zdrowia!

Wypada ponad tysiąc złotych rocznie na każdego Polaka, od noworodka do starca. - To nie koniec. Druga ważna obserwacja: w bilansie płatniczym jest pozycja, ktora się nazywa "saldo błędow i opuszczeń". Skąd się bierze to saldo? Bilans musi być tak skonstruowany, aby lewa strona rownała się prawej - to, co wpływa do kraju, musi ze względow księgowych rownać się temu, co z niego wypływa. Jeżeli my więcej importujemy, niż eksportujemy, to z zagranicy muszą napłynąć środki, dzięki ktorym możemy ten import zrealizować. Te środki, inwestycje zagraniczne, inwestycje portfelowe i inne są ujawniane w rachunku finansowym. Rachunek finansowy powinien się rownać sumie rachunku obrotow bieżących i rachunku kapitałowego. Ponieważ w skali kraju nie wszystko jest ujawnione i dokładnie policzone, to żeby obie strony się zrownały, wprowadza się dodatkową pozycję pod tytułem "saldo błędow i opuszczeń". Teoria mowi, że jest to "suma pomyłek i opuszczeń powiększona o wartość nietypowych transakcji" (np. nielegalnie transferowane zyski, oszczędności, nielegalny eksport, dochody, ktore przywożą emigranci zarobkowi itd.). To saldo bywało czasami ujemne, czasami dodatnie, w latach 90. sięgało od kilkuset milionow do paru miliardow. W 2005 roku wyniosło minus 10 mld zł, ale w 2004 plus 6 mld zł, to znow minus 11 mld złotych. I oto nagle w 2007 r. pojawia się w tej pozycji minus 31 mld zł, a w 2008 r. do listopada - już minus 38 mld złotych. Czy pani to sobie wyobraża?

To dowodzi, że gdy zaczynał się kryzys finansowy, z naszego kraju zaczęły nielegalnie wypływać gigantyczne pieniądze! - I tak się dzieje już drugi rok z rzędu. Prawie 40 miliardow rocznie nielegalnych transferow. I o tym się nie mowi w mediach, politycy się tym nie interesują.

Ładnie Komisja Nadzoru Finansowego strzeże naszych pieniędzy... - Jeśli dodać 44 mld zł legalnych transferow i 38 mld zł nielegalnych, to okazuje się, że Polska jest po prostu "dojną krową". Około 80 mld zł rocznie wypływa z kraju. Jeśli tę kwotę podzielimy przez liczbę ludności (38 mln), to mamy ponad dwa tysiące na głowę, jak pani trafnie powiedziała, od noworodka do starca. A jeśli przeliczymy to na jednego pracującego (pracujących jest 13,7 mln), to mamy ponad 5800 zł rocznie.

W jaki sposob ten upust krwi odczuwa polska gospodarka?

- No coż, ładujemy do wspolnego kotła, a ten kocioł ma dziurawe dno. To jest zgodne z powszechnym odczuciem, że Polacy - pracownicy, sfera budżetowa - nie korzystają z owocow wzrostu gospodarczego (o ile on ma miejsce). Polacy pracują i niewiele im zostaje z tego, co wytworzą. Utrata dochodow oznacza mniejsze wydatki, mniejsze oszczędności (60 proc. Polakow nie ma żadnych oszczędności, zaś 40 proc. według badań Komisji Europejskiej - zalicza się do "wykluczonych finansowo", podczas gdy w Danii, Belgii, Holandii i Luksemburgu wykluczenie finansowe dotyczy co najwyżej 1 proc. mieszkańcow). I oczywiście mniejsze wpływy podatkowe, słaby budżet państwa, niedofinansowana działalność na rzecz dobra publicznego od edukacji, nauki i ochrony zdrowia po policję. Trzeba dodać, że częściowo wynika to także z tego, iż polscy przedsiębiorcy na ogoł finansują inwestycje ze środkow własnych, a nie z drogich kredytow bankowych, dążą zatem do zatrzymania dla siebie jak największej części środkow i nisko opłacają pracownikow. Efektem są niskie dochody pracownikow, niskie oszczędności gospodarstw domowych, ale i niskie wpływy budżetowe, bo przedsiębiorcy są mniej opodatkowani niż pracownicy. Problem mniejszego znaczenia kredytu dotyczy właściwie w większym lub mniejszym stopniu wszystkich krajow pokomunistycznych. Ale istotne jest chyba też, jak wielki jest ten bochen chleba, ktory dzielimy?

- Oczywiście, i tu kolejna ciekawostka. Przyjrzyjmy się produktowi krajowemu brutto, jaki przypada na jednego mieszkańca. Ten wskaźnik pokazuje, ile przeciętnie każdy z nas wytwarza w ciągu roku. Dla celow porownawczych PKB liczony jest według tak zwanego parytetu siły nabywczej. Proszę zgadnąć, na ktorym miejscu jesteśmy na świecie? Na trzynastym od końca! Za Polską są Rosja, Argentyna, Meksyk, Turcja, Rumunia, Bułgaria, Białoruś, Afryka Płd., Brazylia, Ukraina, Chiny i Indie. Przed Polską są oczywiście wszystkie kraje zachodnie, ale także Węgry, Litwa, Łotwa... To jest PKB według parytetu siły nabywczej, czyli nasz dochod liczony nie według kursu walutowego, lecz według tego, co można by nabyć za przypadającą na nas cząstkę produktu krajowego. Jest to mało, bo pamiętajmy, że na początku transformacji PKB spadł o ponad 20 proc. i dopiero po czteroletniej stagnacji zaczął jakoś rosnąć, a potem w latach 2001-2002 znowu wzrost spadł do zera wskutek tak zwanego "chłodzenia gospodarki" przez wicepremiera Leszka Balcerowicza. Zasadniczo z wydajnością jest u nas kiepsko, rośnie ona wolno. A teraz drugie pytanie: co z tego PKB zostaje dla ludzi? Można to odczytać, patrząc na "udział kosztow związanych z zatrudnieniem" w "PKB wytworzonym". Chodzi tu o koszty płac plus narzuty na płace, czyli to, co nam zostaje w kieszeni, i to, co idzie na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, podatki dla państwa. Na ktorym miejscu pod względem tego wskaźnika znajduje się Polska? Na czwartym od końca! Przed nami jest Brazylia, a nawet Indie! W Polsce tylko 35,2 proc. PKB trafia bezpośrednio lub pośrednio do społeczeństwa w formie "kosztow związanych z zatrudnieniem", a w Brazylii - 35,6 proc. PKB. Warto wiedzieć, że na pierwszym miejscu plasuje się Szwajcaria, gdzie 62,2 proc. PKB trafia do kieszeni obywateli i państwa. Stany Zjednoczone mają wskaźnik 56,8 proc., Wielka Brytania - 54,5 procent. Zasadniczo w krajach rozwiniętych kształtuje się on w okolicy 50 procent. Nawet Ukraina, Łotwa, Estonia plasują się wyżej od nas (aczkolwiek część danych może być w jakimś stopniu zafałszowana). Nasuwa się w związku z tym jeden podstawowy wniosek: wszelkie twierdzenia, że w Polsce mamy wysokie koszty pracy, są zwyczajnym kłamstwem. Ten wskaźnik odzwierciedla właśnie koszty pracy, czyli to, co ludziom zostaje z tego, co wypracowali, i widać z niego, że my w Polsce mamy jedne z najniższych na świecie kosztow pracy! A warto wiedzieć, że jeszcze dziesięć lat temu koszty te były na przyzwoitym europejskim poziomie 44,2 proc., porownywalnym z takimi krajami jak Hiszpania, Portugalia, Irlandia, Włochy.

Inne rządy nie pozwalają tak mocno eksploatować swoich obywateli. Co się dzieje z resztą PKB?

- Cała reszta to są zyski, zazwyczaj lokowane za granicą, i koszty, w tym koszty transferowe. Co to są koszty transferowe? Firma zagraniczna przejmuje na przykład polską firmę tekstylną i okazuje się, że w produkcji tekstyliow najwyższą cenowo pozycją stają się... guziki produkowane w macierzystym kraju i stamtąd sprowadzane do Polski. W takim wypadku kapitał wypływa z Polski nie w formie zyskow, lecz tzw. kosztow transferowych. Pamiętajmy, że wkład importowy w naszej produkcji jest bardzo duży. A zatem zaledwie 35,2 proc. wytworzonego dochodu trafia do kieszeni pracownikow i państwa. Reszta jest w dużej części transferowana z kraju. To jest, można powiedzieć, ta cała nędza polskiej transformacji i nieudolnych rządow. A politycy są ślepi na to zjawisko.

Co zrobić, aby więcej wytworzonego dochodu trafiało bezpośrednio lub pośrednio do ludzi?

- Nasza składka na zdrowie jest za niska. Co więcej, Polska jest jedynym krajem, gdzie składkę na zdrowie płacą w całości sami pracownicy, a nie pospołu z pracodawcami. Gdyby tę składkę podwyższyć i obciążyć w części pracodawcow, to wskaźnik "kosztow zatrudnienia" w relacji do PKB natychmiast by się poprawił. Składka na ZUS, składka zdrowotna - to wszystko trafia przecież na koniec do ludzi. Składka zdrowotna powinna wynosić 13-14 proc., tak jak na Słowacji (13,5 proc.) i w Czechach (13,7 proc.). U nas wynosi ona dzisiaj 9 proc., a początkowo wynosiła zaledwie 7,5 procent. Powinna być dzielona między pracownika i pracodawcę. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego, żeby pracodawca nie wspołfinansował kosztow ochrony zdrowia swoich pracownikow. Gdyby we właściwy sposob skonstruować tę składkę, to z jednej strony - większa część PKB pozostawałaby w polskich rękach, a z drugiej strony - nie mielibyśmy tak dramatycznej sytuacji w służbie zdrowia. Szpitale zadłużają się, bo nie mają środkow. W ogole sytuacja jest tragiczna i kompromitująca: państwo nie płaci swoim dostawcom, a to oznacza, że samo popełnia przestępstwo finansowe...

Wprawdzie koszty pracy by wzrosły, ale pracodawcy, jeśli chcą być konkurencyjni, mogliby obniżyć swoje zyski. - Warto na marginesie dodać, że karygodną rolę pełnią organizacje pracodawcow, takie jak KPP Lewiatan. Nie reprezentują one ogołu polskich pracodawcow, a czasami w gruncie rzeczy działają w sposob wątpliwy dla ich interesow. Zajmują się lobbowaniem na rzecz wąskich grup. A rząd z nimi rozmawia.

Po spotkaniu z ekonomistami prezydent powiedział, że powstaje pytanie: "Czy sposoby myślenia, ktore zdominowały myśl ekonomiczną w ciągu ostatnich dwudziestu lat, się nie wyczerpały". Wygląda na to, że odpowiedź jest twierdząca. Tylko co dalej?

- Tej sytuacji nie da się zmienić z dnia na dzień. Trzeba przygotować program "zatykania dziur w kotle", podwyższania standardu życia Polakow. Prezydent zdaje sobie sprawę z sytuacji, ale jako głowa państwa może tylko podpowiadać, natomiast głowną rolę do odegrania ma rząd, ktory - jak wiadomo - nie jest, niestety, skory do wspołdziałania z prezydentem. Tymczasem rząd doszedł już do tego, że nie płaci własnych rachunkow. To jest niedopuszczalne. Widać dziś z całą ostrością, że w Polsce niewłaściwie jest ustawiona relacja między rządem a bankiem centralnym. W szczegolnej, kryzysowej sytuacji to właśnie bank centralny jest jedyną instytucją, ktora może tę dziurę w budżecie załatać. Tymczasem w naszej Konstytucji wprowadzono zapis ograniczający NBP możliwość sfinansowania deficytu. Owszem, jest to zasada przyjęta w gospodarce opartej na prawach neoliberalnych, gdzie istotna jest stabilność pewnych doktrynalnych reguł rynkowych, ale nie powinna być zawarowana w ustawie zasadniczej. Neoliberalizm to pewna moda, a mody nie powinny wpływać na zapisy prawa podstawowego. Jest kryzys finansowy, więc na Zachodzie nikt się nie przejmuje zakazem kreowania pieniądza przez banki centralne. Miliardowe środki na pakiety pomocowe zostaną wykreowane w ten sposob, że obligacje rządowe zakupią właśnie banki centralne. W Polsce tymczasem załamują się dochody państwa, a rząd nie ma takiej możliwości. Należałoby prawdopodobnie zmienić zapis w Konstytucji, ktory ogranicza zakup obligacji przez NBP, bo to w szczegolnej sytuacji jest jedyny sposob załatania dziury budżetowej, tj. niemożności sfinansowania wydatkow. Inaczej będzie się pogłębiała spirala zadłużenia i ruszy domino niewypłacalności.

May 12, 2010 at 11:47 AM Flag Quote & Reply

Nemezis
Member
Posts: 49

http://interia360.pl/artykul/niebezpieczne-zwiazki,34842http://interia360.pl/artykul/niebezpieczne-zwiazki,34842


 a to kolejny dobrz artykuł i to z interii, proceder niszczenia polskiego państwa będzie trwac

--


May 19, 2010 at 11:11 AM Flag Quote & Reply

7070
Member
Posts: 198

A tak to będzie to mgliście ukrywane przed "publicznością".


http://biznes.onet.pl/gus-bedzie-zaliczal-do-pkb-wartosc-nielegalnej-pro,18543,3323503,1,news-detal



Główny Urząd Statystyczny w ciągu kilku lat zacznie zaliczać do PKB wartość nielegalnej produkcji, czyli tzw. szarą strefę - informuje GUS. Według Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zmiana taka poprawi relację długu do PKB.

Wiceprezes IBnGR Bohdan Wyżnikiewicz (były szef GUS) uważa, że nie ma przeszkód, by GUS już dziś zaczął zaliczać do PKB wartość nielegalnej szarej strefy.

 

Według niego w istotny sposób zwiększyłoby to rozmiary produkcji wpolskiej gospodarce, a tym samym zmniejszyło wskaźnik długu publicznegodo PKB oraz deficytu sektora finansów publicznych do produktu krajowegobrutto.

 

Zastępca dyrektora departamentu rachunków narodowych w GUS OlgaLeszczyńska powiedziała PAP, że GUS "jeszcze" nie zaczął wliczać do PKBgospodarki nielegalnej. Zapewniła jednak, że zmiana czeka nas wperspektywie kilku lat.

 

"Wymagania Unii Europejskiej i metodologia unijna mówią, że produkcjaliczona do PKB, czy w rachunkach narodowych musi obejmować wszystkierodzaje produkcji - zarówno legalną, jak i nielegalną" - powiedziała.Jej zdaniem oszacowanie wartości nielegalnej szarej strefy jest jednakbardzo trudne.

 

"Na poziomie UEnie zostały jeszcze wypracowane wspólne, szczegółowe wytyczne w tymzakresie. W efekcie większość krajów UE nie uwzględnia nielegalnejgospodarki w szacunkach PKB" - powiedziała Leszczyńska.

 

Dodała, że doświadczenia krajów, które szacują nielegalną szarą strefę,pokazują, że jej wartości nie są duże - udział nielegalnej produkcji wPKB utrzymuje się znacznie poniżej jednego procenta PKB.

 

Bohdan Wyżnikiewicz powiedział, że polski urząd statystyczny dwa razyzmienił metodę szacowania PKB, czym "ulżył" tzw. konstytucyjnemuprogowi ostrożnościowemu (zgodnie z nim dług publiczny nie możeprzekroczyć 60 proc. PKB - PAP).

 

Wyjaśnił, że w latach 90. XX wieku GUS zaczął powiększać PKB o"legalną" część szarej strefy (produkcję ukrytą - PAP). Natomiast napoczątku obecnej dekady GUS wprowadził zmiany techniczne dotycząceszacunków wielkości gospodarki, co skutkowało podniesieniem PKB o ok. 5proc.

 

Wiceprezes Instytutu wyjaśnił, że przez "legalną szarą strefę" rozumiesię działalność nierejestrowaną, którą jednak statystycy szacująróżnymi metodami.

 

"To między innymi pracana czarno czy sprzedaż usług lub towarów bez faktur. Chodzi przedewszystkim o transakcje, w których firmy prowadzące oficjalnądziałalność unikają opodatkowania. Legalna szara strefa występujegłównie w usługach" - wyjaśnił.

 

Wyżnikiewicz dodał, że szara strefa, oprócz swojej części legalnej,tworzy także wartość w swojej części nielegalnej. "Nielegalna częśćszarej strefy także powoduje zwiększenie dochodu narodowego. Niektórekraje Unii Europejskiej dodają do PKB także tę część szarej strefy" -poinformował Wyżnikiewicz. Według niego zarówno legalna, jak inielegalna szara strefa może stanowić w Polsce ponad 20 proc.gospodarki.

 

Były prezes GUS powiedział, że system rachunków narodowych stosowanyprzez ONZ (tzw. SNA - System of National Accounts), jak i jegoeuropejska wersja (ESA - European of System Accounts) traktują"nielegalną szarą strefę" jako działalność produkcyjną, która powinnabyć uwzględniona w szacunkach PKB.

 

"Urząd statystyczny jest niezależną instytucją i to do GUS należyinicjatywa w tej kwestii, niczego nie można mu narzucać. Jednak premiermógłby zaapelować do GUS o przyspieszenie prac nad zaliczeniemnielegalnej szarej strefy do PKB" - uważa Wyżnikiewicz.

 

Jego zdaniem zwiększyłoby to PKB i istotnie zmniejszyło relację doniego długu publicznego i deficytu. "Z punktu widzenia Eurostatu byłobyto zgodne z zasadami" - zapewnia Wyżnikiewicz.

 

Zgodnie z informacjami z GUS ukryta produkcja od lat stanowikilkanaście procent PKB. W 2000 r. "legalna" szara strefa odpowiadałaza 17 proc. gospodarki, w 2001 r. - 16,8 proc., w 2002 r. - 15,4 proc.,w 2003 r. - 15,8 proc., w 2004 r. - 14,5 proc., w 2005 r. i 2006 r. -15,9 proc., a w 2007 r. wyniosła 14,7 proc.

 

Zwykle około jedna trzecia wartości "szarej gospodarki" przypada napracę na czarno. Istotną rolę szara strefa odgrywa też w budownictwie,handlu, obsłudze nieruchomości i firm oraz usługach hotelowych i restauracyjnych.

 

Krótkoterminowe szacunki PKB uwzględniają wartość legalnej szarejstrefy, ale szczegółowe dane na ten temat są publikowane z 1,5-rocznymopóźnieniem. Dlatego najnowsze, precyzyjne informacje, jakimi dysponujeGUS na tent temat, dotyczą roku 2007. Dane dotyczące 2008 r. powinnybyć znane pod koniec lipca.

 

Zgodnie z wiosennymi danymi urzędu statystycznego wysłanymi do KomisjiEuropejskiej w ramach tzw. notyfikacji fiskalnej, PKB w 2009 r. wyniósł1 bln 342 mld 612 mln zł. Deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniósł 7,1 proc. PKB, a dług instytucji rządowych i samorządowych 51 proc.

 


July 16, 2010 at 6:29 AM Flag Quote & Reply

spiskowiec
Member
Posts: 233

 

 

Polska na skraju bankructwa finansowego – prof. Artur Śliwiński

Aktualizacja: 2010-07-27 10:37 pm

 

Rząd ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony instytucji publicznych. Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie czasowym. Kryzys w Grecji rozpoczął się właśnie od nadmiernego ukrywanego długu publicznego

 

Poprzednio rzadko się zdarzało, aby ważne, lecz niewygodne dla rządu problemy społeczno-ekonomiczne przebijały się do opinii publicznej. Informacje były zamiatane pod dywan: przemilczane lub bagatelizowane. Tym razem w sprawie zadłużenia publicznego Polski jest inaczej. Fakt istnienia gigantycznego długu publicznego jest dostrzegany oraz szeroko komentowany przez media krajowe i zagraniczne, a to za sprawą opracowania naukowego Janusza Jabłonowskiego z departamentu statystyki NBP oraz Christopha Müllera i Bernda Raffelhüschena z Uniwersytetu we Fryburgu. Problem jest nadzwyczaj poważny. Oszacowany dług publiczny stawia Polskę na krawędzi bankructwa.

 

Opracowanie wspomnianych autorow jest całkowicie wiarygodne, chociaż autorzy zastrzegają się, iż jest ono pomyślane jako materiał do dyskusji.

 

Rozdźwięk między rzeczywistością a obrazem Polski jako “oazą pomyślności”, kształtowanym przez rząd Donalda Tuska, międzynarodowe organizacje finansowe oraz większość mediow, nie może pogłębiać się w nieskończoność. Wreszcie nadszedł moment, że wizerunek ten rozsypuje się jak stłuczone lustro. Zadłużenie publiczne (czyli instytucji publicznych – od rządu poczynając, a na samorządach kończąc) wynosi ok. 3 bilionow złotych, co oznacza, że na jedną polską rodzinę przypada 285 tys. złotych. To zaś przy obecnej kondycji materialnej rodzin, praktycznie pozbawionych dochodow kapitałowych, obciążonych utrzymaniem osob bezrobotnych i posiadających niskie oszczędności, jest nie do udźwignięcia. Nie może być pocieszeniem, że podane kwoty są jedynie szacunkami statystycznymi. Za nimi kryją się realne, obecne i przyszłe ciężary finansowe, od ktorych nikt nas nie uwolni.

 

Ze wspomnianego opracowania wynika, że zadłużenie to ma charakter obciążenia wielopokoleniowego, a więc niejako obecne pokolenie “funduje” następnemu pokoleniu ciężary nie do pozazdroszczenia.

 

Opracowanie koncentruje się na wydatkach i dochodach o charakterze socjalnym, w tym zwłaszcza systemu emerytalnego i służby zdrowia. W tym głownie zakresie jego autorzy formułują wnioski i postulaty, ktore powinny zostać uwzględnione w polityce finansowej rządu. Jawne (oficjalnie publikowane) dane o zadłużeniu Polski to tylko wierzchołek gory lodowej. To zadłużenie rzędu 45 proc. PKB, podczas gdy zadłużenie ukryte wynosi aż 183 proc. PKB, czyli czterokrotnie więcej. Przypomnijmy, że na ogoł przyjmuje się, iż gorny pułap bezpiecznego długu publicznego wynosi ok. 60 proc. PKB (co zostało uwzględnione w Konstytucji RP, ktora nie zezwala na zaciąganie długu publicznego powyżej 3/5 PKB). Jednak z ekonomicznego punktu widzenia sprawy nie są proste. Taki pułap bezpiecznego zadłużenia budzi poważne wątpliwości, gdy odnosi się do krajow słabych gospodarczo, a ściślej – ubogich w kapitał narodowy. Niektorzy obniżają więc poprzeczkę do 20-30 proc. PKB. Czy gospodarka polska po dwudziestu latach “prywatyzacji” jest bogata w kapitał narodowy, ktory mogłby posłużyć do zniwelowania (konwersji) części zadłużenia? Na pewno nie. Do tego dochodzą poważne wątpliwości, czy w świetle obecnego kryzysu ekonomicznego pogląd o bezpiecznym 60-procentowym pułapie zadłużenia jest w ogole do utrzymania. Wiele krajow przekonuje się, jak łatwo wpaść w kryzys finansowy mimo takiego zaworu bezpieczeństwa.

 

Opracowanie ma jednak pewne mankamenty, związane z przyjętym świadomie założeniem utrzymywania w dłuższej perspektywie obecnych warunkow społeczno-gospodarczych i politycznych w Polsce. Założenie to zostało bowiem sformułowane z myślą: “co będzie, jeśli nic się nie zmieni pod tym względem?” (z wyjątkiem “prywatyzacji”, bo niby co można poźniej prywatyzować;). Dlatego pełni ono znakomicie rolę prognozy ostrzegawczej. Jednak z drugiej strony nie bierze pod uwagę “pozasocjalnych”, a zwłaszcza zewnętrznych uwarunkowań kreacji zadłużenia publicznego. Warto poświęcić im kilka zdań, gdyż nie są to uwarunkowania nasycone optymizmem. Nie należy się temu dziwić, zważywszy na najpotężniejszy w czasach nowożytnych światowy kryzys ekonomiczny.

 

Chodzi przede wszystkim o zjawisko określane mianem “efektu kuli śniegowej”. Polega ono na sprzęgnięciu się trzech czynnikow: wzrostu zadłużenia publicznego, braku wzrostu gospodarczego oraz wysokich stop procentowych. Sprzężenie to prowadzi do przyspieszonego (i niejako samoczynnego) wzrostu zadłużenia. Obsługa zadłużenia pochłania wowczas coraz większą część wpływow budżetowych, przypominając tykanie bomby zegarowej. Nawet pobieżny przegląd danych statystycznych pozwala zorientować się, że Polska jest w zasięgu sygnalizowanego “efektu kuli śniegowej”.

 

Ważnym czynnikiem, ktory należy brać pod uwagę, jest mechanizm kryzysu finansowego. Wspołczesne kryzysy finansowe (z lat 90. ubiegłego wieku, a także kryzys w Grecji) mają z reguły dwie początkowe fazy: wzrostu zadłużenia publicznego oraz ataku spekulacyjnego ze strony międzynarodowych grup finansowych. Wzrost zadłużenia spełnia rolę farby podkładowej, na ktorą kładzie się czarny kolor drenażu spowodowanego atakiem spekulacyjnym. Choć jest to kwestia dyskusyjna, atak spekulacyjny na Polskę nie jest obecnie czymś niemożliwym.

 

Konsekwencje pozorowanej polityki

Określenie “polityka śmieciowa” służy do ukazania fenomenu działania rządow poprzez aktywność pozorowaną, nie dążących do rozwiązywania problemow społecznych i gospodarczych, nie podejmujących merytorycznej dyskusji, lecz nastawionych populistycznie (schlebiających płytkim gustom i skłonnościom elektoratu politycznego). Nie jest to fenomen wyłącznie polski, choć od kilku lat dominujący w polityce rządu w Polsce i w związanych z nim mediach. Chociaż polityce tej przypisuje się czasem głębsze treści liberalne, w praktyce sprowadzają się one do zaniechania poszukiwania i rozwiązywania problemow społeczno-ekonomicznych. Jest to polityka krotkowzroczna i niebezpieczna.

Ważnym elementem tak uprawianej polityki jest brak dialogu społecznego i wypełnianie prożni sieczką propagandową. Autorzy opracowania analizującego dług publiczny sformułowali jednoznaczne oceny i postulaty pod adresem rządu. Co więcej, wskazali na obszary i grupy społeczne, gdzie problemy zadłużenia mają zasadnicze znaczenie (słusznie uznając, że ewentualna lub raczej konieczna reforma musi opierać się na identyfikacji najbardziej wrażliwych obszarow i grup społecznych). Dlatego warto postawić pytanie, jakie były obecne rządowe reakcje na przebicie się informacji o gigantycznym zadłużeniu Polski.



Odpowiedź na to pytanie jest niestety bardzo nieprzyjemna, choć niezaskakująca. Rząd konsekwentnie trzyma się dotychczasowego stylu sprawowania władzy poprzez niepodejmowanie wyzwań. Opracowanie Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena stara się “przeoczyć” lub zbagatelizować. Premier nadal mowi o Polsce jako oazie sukcesu, chociaż w świetle tego opracowania jest to oczywisty absurd. Minister finansow, na ktorym spoczywa obowiązek zarządzania długiem publicznym, się nie wychyla.

 

 

--


July 28, 2010 at 4:56 AM Flag Quote & Reply

spiskowiec
Member
Posts: 233

 

Rząd dobrze wie o dramatycznej sytuacji. Już we wrześniu ubiegłego roku ukazał się (przemilczany) raport Pawła Dobrowolskiego z Instytutu Sobieskiego “Wysokość długu publicznego Polski”, w ktorym na uwagę zasługiwały dwa elementy. Pierwszy – iż oficjalnie uznawany dług publiczny w Polsce jest mocno zaniżony wskutek manipulacji statystycznych. Drugi – że dług ten wynosi ok. 220 proc. PKB (czyli o 8 proc. mniej niż według szacunkow przedstawionych we wspomnianym wyżej opracowaniu).<br/><br/>

 

Raport Dobrowolskiego skłonił panią poseł Annę Sobecką do interpelacji poselskiej, na ktorą otrzymała nie tylko wymijającą, lecz wręcz arogancką odpowiedź. W odpowiedzi podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansow Dominik Radziwiłł stwierdził, że “Przedmiotowy raport zakłada kwalifikowanie do PDP [państwowy dług publiczny - przyp. red.] rownież przyszłych, w pewnej mierze potencjalnych zobowiązań, ktore ciążyć będą na budżecie centralnym, w szczegolności z tytułu przyszłych wydatkow na renty i emerytury, opiekę zdrowotną czy oświatę, a ktore nie stanowią tytułu dłużnego”. Głownym punktem tego wyjaśnienia jest sprzeciw wobec zaliczania do zadłużenia publicznego “przyszłych, w pewnej mierze potencjalnych, zobowiązań”. Radziwiłł stwierdził w imieniu Ministerstwa Finansow, że wszystko jest w porządku, gdyż do tego zadłużenia należy wliczyć jedynie zobowiązania bieżące i wymagalne (czyli niewykonane). Dla osob słabo poruszających się w tej materii ta wypowiedź może wydawać się przekonywająca. A więc warto zatrzymać się nad jej sensem. Przytoczone stwierdzenie ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony rządowej (i pozostałych instytucji publicznych). Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie czasowym. Zarządzanie długiem publicznym musi koniecznie opierać się na ocenach tych zobowiązań w dalszej perspektywie; musi sięgać po przewidywania dotyczące narastania długu publicznego i jego konsekwencji. W przeciwnym przypadku zarządzanie długiem jest absolutnie niemożliwe. Wychodzi na to, że rząd (lub minister finansow) nie zarządza długiem publicznym Polski (lub czynią to pokątnie, czego raczej nie można traktować poważnie). Jednak w ramach “polityki śmieciowej” wydaje się to całkiem logiczne.<br/><br/>

 

Co to oznacza? Koncentrowanie uwagi na obecnym stanie zadłużenia publicznego i “obcinanie” długu obciążającego następne lata prowadzi do… silnego wzrostu zadłużenia. Czyli przyczynia się do pogłębienia zapaści finansowej państwa. Chodzi o tzw. grzech fiskalizmu polegający na tym, że taka krotkowzroczność powoduje, iż obciążenia budżetowe rosną w latach dobrej koniunktury, zaś pod presją wysokich kosztow są ograniczane w latach dekoniunktury, czyli przebiegają procyklicznie. To zaś tworzy pułapkę zadłużenia, w ktorą wpada nie tyle rząd, ile całe społeczeństwo. Pośrednio dłużnikiem jest bowiem nie rząd, lecz społeczeństwo.<br/><br/>

 

Dlatego wypada przypomnieć, że obecne standardy zarządzania zadłużeniem publicznym wyraźnie zakładają konieczność ujmowania tego zadłużenia w dłuższym horyzoncie czasowym. Tutaj ograniczę się jedynie do przypomnienia zalecenia MFW i Banku Światowego, iż “głownym celem zarządzania długiem publicznym jest zapewnienie, że potrzeby finansowe rządu i jego zobowiązania płatnicze są spełnione przy najniższych możliwych kosztach w perspektywie średnio- i długoterminowej, zgodnie z zasadą ostrożnego ryzyka”. Trzeba wyraźnie podkreślić: “w perspektywie średnio- i długoterminowej”, a nie doraźnie.

<br/><br/>

Manipulacje statystyczne<br/><br/>

Radziwiłł w cytowanej odpowiedzi na interpelację poseł Sobeckiej uspokaja, że stosowana przez rząd definicja długu publicznego “jest zbieżna z definicją stosowaną przez Komisję Europejską w ramach procedury nadmiernego deficytu”. Definicja – tak, ale metody liczenia – nie.<br/><br/>

Metody liczenia zadłużenia publicznego w Polsce zdecydowanie naruszają unijną metodologię oceny długu publicznego, a ponadto są to naruszenia tendencyjne. Unijna metodologia opiera się na metodzie memoriałowej (czyli ewidencji faktycznych zobowiązań;), w Polsce zaś przyjęto dla liczenia zadłużenia metodę kasową znacznie zmniejszającą kwotę tych zobowiązań (polegającą na pomijaniu odroczonych w czasie płatności). To zresztą było właśnie zasadniczym punktem sprzeciwu w raporcie Dobrowolskiego, ktory przypomina, że “realistyczne opisanie pozycji finansowej bardziej skomplikowanych podmiotow wymaga księgowości memoriałowej”.<br/><br/>

 

Czy mamy do czynienia w tym przypadku z “kreatywną księgowością”? Raczej z zalegalizowaniem “kreatywnej księgowości” i wykorzystaniem jej do upiększenia rzeczywistości.<br/><br/>

 

W Polsce od dłuższego czasu płyną sygnały o dokonywanych manipulacjach statystycznych. Odpowiedzią rządu na podejrzenia i zarzuty jest odgorne milczenie. Po ujawnieniu tendencyjnego zaniżania długu publicznego Grecji Komisja Europejska (ściślej – Eurostat) zamierza bardziej rygorystycznie przyglądać się rozlicznym manipulacjom statystyczno-księgowym. Jak dotąd rząd Donalda Tuska nic sobie z tego nie robi. A sprawa jest poważna. Bez rzetelnej bazy informacyjnej rząd nie może realizować podstawowych funkcji w zakresie ochrony interesu publicznego. I nie realizuje.<br/><br/>

 

Niepokojące wydaje się rownież to, że także NBP udzielił wyjaśnień dotyczących opracowania Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena w podobnym duchu (chociaż nie ciążą na nim zarzuty manipulacji). W niepodpisanym piśmie z 8 lipca br. czytamy, że ich opracowanie dotyczy “obliczenia potencjalnych zobowiązań, ktore mogą stanowić obciążenie budżetu w przyszłych okresach” (co jest oczywiste). Ale jednocześnie pada stwierdzenie, że to nic nadzwyczajnego, gdyż “podobne obliczenia przeprowadzone dla innych krajow wykazywały wyższy lub podobny poziom luki stabilności”. Czyżby fakt, iż gdzieniegdzie wybuchają pożary, miał posłużyć za usprawiedliwienie zaniechania gaszenia pożaru własnego domu?

Czy to coś zmieni?<br/><br/>

 

Zdaniem uważnych obserwatorow, ujawnienie rzeczywistej skali zadłużenia publicznego Polski powoduje, że obecny rząd jest już skończony. Jeśli się jeszcze trzyma, to wskutek słabej lub opoźnionej reakcji społeczeństwa. Społeczeństwo dało się poznać jako bardzo słabe pod względem wykształcenia i świadomości ekonomicznej. Wielu ludzi uwiodły neoliberalne hasła, w myśl ktorych o sukcesie decydują wyłącznie indywidualne chęci i ambicje, niezależnie od sytuacji społecznej i ekonomicznej kraju. Ci ludzie stali się, choć najczęściej bezwiednie, sojusznikami pasożytow żerujących na majątku publicznym; zagranicznych i krajowych. Teraz ci ludzie będą płacić za swoją lekkomyślność i brak zrozumienia dobra wspolnego.

<br/><br/>

Chociaż może być jak w Grecji, w ktorej kryzys rozpoczął się właśnie od nadmiernego (ukrywanego) długu publicznego. Rządy Konstantinosa Karamanlisa (przewodniczącego liberalnej Nowej Demokracji w latach 2004-2009, partii podobnej do Platformy Obywatelskiej) doprowadziły do niewypłacalności w sektorze publicznym, wystawiając Grekow na atak spekulacyjny ze strony międzynarodowego kapitału finansowego. Teraz Antonio Samaras (nowy przewodniczący Nowej Demokracji) pierwszy zażądał postawienia odpowiedzialnych za kryzys przed Trybunałem Stanu, oskarżając ich o zdradę narodową.

<br/><br/>

W kręgach mających dobre rozeznanie w sytuacji społecznej i ekonomicznej Polski zaskoczenia nie widać. Z jednej strony miały one nadzwyczaj łatwe zadanie, gdyż fakty same wskakiwały im do ręki. Wystarczyła elementarna wiedza metodologiczna z zakresu ekonomii i historii gospodarczej, aby uchwycić rzeczywisty stan gospodarki. Ale z drugiej strony stało przed nimi nadzwyczaj trudne zadanie: skruszyć mur milczenia i arogancji rządu oraz mediow. To drugie przychodziło z trudem. Do czasu kiedy sprawy osiągnęły – niestety – skalę katastrofy. Czyli do dzisiaj.

<br/><br/>

Prof. Artur Śliwiński<br/><br/>

 

Autor jest profesorem doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych, pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Handlu i Finansow Międzynarodowych im. Jana Pawła II w Zielonej Gorze, wieloletnim wykładowcą analizy koniunktury gospodarczej na Uniwersytecie Warszawskim.

 

<a href="http://www.bibula.com/?p=24868" mce_href="http://www.bibula.com/?p=24868">Oryginał na www.bibula.com</a>


--


July 28, 2010 at 5:02 AM Flag Quote & Reply

spiskowiec
Member
Posts: 233

Zapinajcie pasy !!!

Kryzys w Grecji i jego konsekwencje dla Europy i Polski cz1 MP3

Kryzys w Grecji i jego konsekwencje dla Europy i Polski cz2 MP3


--


July 30, 2010 at 3:49 AM Flag Quote & Reply

You must login to post.

Wsparcie dla Portalu

Nowe Video

111 views - 0 comments
244 views - 0 comments

Wyszukiwarka GS

Loading

Translate page

Dodaj do Facebook


Goraco Polecamy ! :)


Reklama








Pogoda dla Polski

Polecamy

David Icke

Warto zobaczyc

Wolne Media - Toplista

Sentencja Roku

"Jest ludzkim kochanie aby byc kochanym, lecz kochac dla samej milosci jest anielskie."

Alfonse De Lamartine

Rada od serca

Zastanówcie się tylko.

W jednej chwili możeciepomyśleć o szczęściu i całe Wasze ciało wypełni się radością.

W jednej chwili możeciewyobrazić sobie siebie w roli żałosnej istoty, której nikt nie kocha i ogarnieWas smutek oraz współczucie dla samych siebie.

Potrzebny jest tylkomoment aby to nastąpiło.

I tak samo w jednejchwili możecie przestać szlochać i wybuchnąć radosnym śmiechem.

W jednej chwili możeciepołożyć kres krytykom i zobaczyć piękno wszystkiego co Was otacza.

Kto to robi ? Wy !

W momencie kiedymieliście kaprys, aby stworzyć uczucia, w głębi Waszej istoty, czy cokolwiekwokół Was się zmieniło ? Nie.

Tylko wszystko, kimbyliście uległo zmianie.

Jesteście dokładnie tym, o czym myślicie.

Ramtha/ J.Z.Knight

Contact

Jesli chcesz sie z nami skontaktowac to napisz do nas na: redakcja@globalnaswiadomosc.com 

www.globalnaswiadomosc.com

Follow me on Twitter

Webs Counter

GS na swiecie


Facebook Fanpage Box

Goraco Polecamy