| Forum Home > Polityka i NWO > Olbrzymi odplyw pieniedzy z PL - diagnoza sprzed 1,5 roku | ||
|---|---|---|
|
Member Posts: 233 |
Tekst pochodzi sprzed około 1,5 roku z Gazety Polskiej. Dzisiaj możemy lepiej go ocenić. Z innej perspektywy widać też co się dzieje w Grecji. W kiosku znalazłem też wydanie polskie znakomitego filmu I.O.U.S.A.(nominacja do Oscara w kategorii dokument) | |
| ||
|
Member Posts: 49 |
http://interia360.pl/artykul/niebezpieczne-zwiazki,34842http://interia360.pl/artykul/niebezpieczne-zwiazki,34842 a to kolejny dobrz artykuł i to z interii, proceder niszczenia polskiego państwa będzie trwac | |
--
| ||
|
Member Posts: 198 |
A tak to będzie to mgliście ukrywane przed "publicznością". http://biznes.onet.pl/gus-bedzie-zaliczal-do-pkb-wartosc-nielegalnej-pro,18543,3323503,1,news-detal Główny Urząd Statystyczny w ciągu kilku lat zacznie zaliczać do PKB wartość nielegalnej produkcji, czyli tzw. szarą strefę - informuje GUS. Według Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zmiana taka poprawi relację długu do PKB. Wiceprezes IBnGR Bohdan Wyżnikiewicz (były szef GUS) uważa, że nie ma przeszkód, by GUS już dziś zaczął zaliczać do PKB wartość nielegalnej szarej strefy.
Według niego w istotny sposób zwiększyłoby to rozmiary produkcji wpolskiej gospodarce, a tym samym zmniejszyło wskaźnik długu publicznegodo PKB oraz deficytu sektora finansów publicznych do produktu krajowegobrutto.
Zastępca dyrektora departamentu rachunków narodowych w GUS OlgaLeszczyńska powiedziała PAP, że GUS "jeszcze" nie zaczął wliczać do PKBgospodarki nielegalnej. Zapewniła jednak, że zmiana czeka nas wperspektywie kilku lat.
"Wymagania Unii Europejskiej i metodologia unijna mówią, że produkcjaliczona do PKB, czy w rachunkach narodowych musi obejmować wszystkierodzaje produkcji - zarówno legalną, jak i nielegalną" - powiedziała.Jej zdaniem oszacowanie wartości nielegalnej szarej strefy jest jednakbardzo trudne.
"Na poziomie UEnie zostały jeszcze wypracowane wspólne, szczegółowe wytyczne w tymzakresie. W efekcie większość krajów UE nie uwzględnia nielegalnejgospodarki w szacunkach PKB" - powiedziała Leszczyńska.
Dodała, że doświadczenia krajów, które szacują nielegalną szarą strefę,pokazują, że jej wartości nie są duże - udział nielegalnej produkcji wPKB utrzymuje się znacznie poniżej jednego procenta PKB.
Bohdan Wyżnikiewicz powiedział, że polski urząd statystyczny dwa razyzmienił metodę szacowania PKB, czym "ulżył" tzw. konstytucyjnemuprogowi ostrożnościowemu (zgodnie z nim dług publiczny nie możeprzekroczyć 60 proc. PKB - PAP).
Wyjaśnił, że w latach 90. XX wieku GUS zaczął powiększać PKB o"legalną" część szarej strefy (produkcję ukrytą - PAP). Natomiast napoczątku obecnej dekady GUS wprowadził zmiany techniczne dotycząceszacunków wielkości gospodarki, co skutkowało podniesieniem PKB o ok. 5proc.
Wiceprezes Instytutu wyjaśnił, że przez "legalną szarą strefę" rozumiesię działalność nierejestrowaną, którą jednak statystycy szacująróżnymi metodami.
"To między innymi pracana czarno czy sprzedaż usług lub towarów bez faktur. Chodzi przedewszystkim o transakcje, w których firmy prowadzące oficjalnądziałalność unikają opodatkowania. Legalna szara strefa występujegłównie w usługach" - wyjaśnił.
Wyżnikiewicz dodał, że szara strefa, oprócz swojej części legalnej,tworzy także wartość w swojej części nielegalnej. "Nielegalna częśćszarej strefy także powoduje zwiększenie dochodu narodowego. Niektórekraje Unii Europejskiej dodają do PKB także tę część szarej strefy" -poinformował Wyżnikiewicz. Według niego zarówno legalna, jak inielegalna szara strefa może stanowić w Polsce ponad 20 proc.gospodarki.
Były prezes GUS powiedział, że system rachunków narodowych stosowanyprzez ONZ (tzw. SNA - System of National Accounts), jak i jegoeuropejska wersja (ESA - European of System Accounts) traktują"nielegalną szarą strefę" jako działalność produkcyjną, która powinnabyć uwzględniona w szacunkach PKB.
"Urząd statystyczny jest niezależną instytucją i to do GUS należyinicjatywa w tej kwestii, niczego nie można mu narzucać. Jednak premiermógłby zaapelować do GUS o przyspieszenie prac nad zaliczeniemnielegalnej szarej strefy do PKB" - uważa Wyżnikiewicz.
Jego zdaniem zwiększyłoby to PKB i istotnie zmniejszyło relację doniego długu publicznego i deficytu. "Z punktu widzenia Eurostatu byłobyto zgodne z zasadami" - zapewnia Wyżnikiewicz.
Zgodnie z informacjami z GUS ukryta produkcja od lat stanowikilkanaście procent PKB. W 2000 r. "legalna" szara strefa odpowiadałaza 17 proc. gospodarki, w 2001 r. - 16,8 proc., w 2002 r. - 15,4 proc.,w 2003 r. - 15,8 proc., w 2004 r. - 14,5 proc., w 2005 r. i 2006 r. -15,9 proc., a w 2007 r. wyniosła 14,7 proc.
Zwykle około jedna trzecia wartości "szarej gospodarki" przypada napracę na czarno. Istotną rolę szara strefa odgrywa też w budownictwie,handlu, obsłudze nieruchomości i firm oraz usługach hotelowych i restauracyjnych.
Krótkoterminowe szacunki PKB uwzględniają wartość legalnej szarejstrefy, ale szczegółowe dane na ten temat są publikowane z 1,5-rocznymopóźnieniem. Dlatego najnowsze, precyzyjne informacje, jakimi dysponujeGUS na tent temat, dotyczą roku 2007. Dane dotyczące 2008 r. powinnybyć znane pod koniec lipca.
Zgodnie z wiosennymi danymi urzędu statystycznego wysłanymi do KomisjiEuropejskiej w ramach tzw. notyfikacji fiskalnej, PKB w 2009 r. wyniósł1 bln 342 mld 612 mln zł. Deficyt sektora rządowego i samorządowego wyniósł 7,1 proc. PKB, a dług instytucji rządowych i samorządowych 51 proc.
| |
| ||
|
Member Posts: 233 |
Polska na skraju bankructwa finansowego – prof. Artur Śliwiński Aktualizacja: 2010-07-27 10:37 pm
Rząd ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony instytucji publicznych. Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie czasowym. Kryzys w Grecji rozpoczął się właśnie od nadmiernego ukrywanego długu publicznego
Poprzednio rzadko się zdarzało, aby ważne, lecz niewygodne dla rządu problemy społeczno-ekonomiczne przebijały się do opinii publicznej. Informacje były zamiatane pod dywan: przemilczane lub bagatelizowane. Tym razem w sprawie zadłużenia publicznego Polski jest inaczej. Fakt istnienia gigantycznego długu publicznego jest dostrzegany oraz szeroko komentowany przez media krajowe i zagraniczne, a to za sprawą opracowania naukowego Janusza Jabłonowskiego z departamentu statystyki NBP oraz Christopha Müllera i Bernda Raffelhüschena z Uniwersytetu we Fryburgu. Problem jest nadzwyczaj poważny. Oszacowany dług publiczny stawia Polskę na krawędzi bankructwa.
Opracowanie wspomnianych autorow jest całkowicie wiarygodne, chociaż autorzy zastrzegają się, iż jest ono pomyślane jako materiał do dyskusji.
Rozdźwięk między rzeczywistością a obrazem Polski jako “oazą pomyślności”, kształtowanym przez rząd Donalda Tuska, międzynarodowe organizacje finansowe oraz większość mediow, nie może pogłębiać się w nieskończoność. Wreszcie nadszedł moment, że wizerunek ten rozsypuje się jak stłuczone lustro. Zadłużenie publiczne (czyli instytucji publicznych – od rządu poczynając, a na samorządach kończąc) wynosi ok. 3 bilionow złotych, co oznacza, że na jedną polską rodzinę przypada 285 tys. złotych. To zaś przy obecnej kondycji materialnej rodzin, praktycznie pozbawionych dochodow kapitałowych, obciążonych utrzymaniem osob bezrobotnych i posiadających niskie oszczędności, jest nie do udźwignięcia. Nie może być pocieszeniem, że podane kwoty są jedynie szacunkami statystycznymi. Za nimi kryją się realne, obecne i przyszłe ciężary finansowe, od ktorych nikt nas nie uwolni.
Ze wspomnianego opracowania wynika, że zadłużenie to ma charakter obciążenia wielopokoleniowego, a więc niejako obecne pokolenie “funduje” następnemu pokoleniu ciężary nie do pozazdroszczenia.
Opracowanie koncentruje się na wydatkach i dochodach o charakterze socjalnym, w tym zwłaszcza systemu emerytalnego i służby zdrowia. W tym głownie zakresie jego autorzy formułują wnioski i postulaty, ktore powinny zostać uwzględnione w polityce finansowej rządu. Jawne (oficjalnie publikowane) dane o zadłużeniu Polski to tylko wierzchołek gory lodowej. To zadłużenie rzędu 45 proc. PKB, podczas gdy zadłużenie ukryte wynosi aż 183 proc. PKB, czyli czterokrotnie więcej. Przypomnijmy, że na ogoł przyjmuje się, iż gorny pułap bezpiecznego długu publicznego wynosi ok. 60 proc. PKB (co zostało uwzględnione w Konstytucji RP, ktora nie zezwala na zaciąganie długu publicznego powyżej 3/5 PKB). Jednak z ekonomicznego punktu widzenia sprawy nie są proste. Taki pułap bezpiecznego zadłużenia budzi poważne wątpliwości, gdy odnosi się do krajow słabych gospodarczo, a ściślej – ubogich w kapitał narodowy. Niektorzy obniżają więc poprzeczkę do 20-30 proc. PKB. Czy gospodarka polska po dwudziestu latach “prywatyzacji” jest bogata w kapitał narodowy, ktory mogłby posłużyć do zniwelowania (konwersji) części zadłużenia? Na pewno nie. Do tego dochodzą poważne wątpliwości, czy w świetle obecnego kryzysu ekonomicznego pogląd o bezpiecznym 60-procentowym pułapie zadłużenia jest w ogole do utrzymania. Wiele krajow przekonuje się, jak łatwo wpaść w kryzys finansowy mimo takiego zaworu bezpieczeństwa.
Opracowanie ma jednak pewne mankamenty, związane z przyjętym świadomie założeniem utrzymywania w dłuższej perspektywie obecnych warunkow społeczno-gospodarczych i politycznych w Polsce. Założenie to zostało bowiem sformułowane z myślą: “co będzie, jeśli nic się nie zmieni pod tym względem?” (z wyjątkiem “prywatyzacji”, bo niby co można poźniej prywatyzować;). Dlatego pełni ono znakomicie rolę prognozy ostrzegawczej. Jednak z drugiej strony nie bierze pod uwagę “pozasocjalnych”, a zwłaszcza zewnętrznych uwarunkowań kreacji zadłużenia publicznego. Warto poświęcić im kilka zdań, gdyż nie są to uwarunkowania nasycone optymizmem. Nie należy się temu dziwić, zważywszy na najpotężniejszy w czasach nowożytnych światowy kryzys ekonomiczny.
Chodzi przede wszystkim o zjawisko określane mianem “efektu kuli śniegowej”. Polega ono na sprzęgnięciu się trzech czynnikow: wzrostu zadłużenia publicznego, braku wzrostu gospodarczego oraz wysokich stop procentowych. Sprzężenie to prowadzi do przyspieszonego (i niejako samoczynnego) wzrostu zadłużenia. Obsługa zadłużenia pochłania wowczas coraz większą część wpływow budżetowych, przypominając tykanie bomby zegarowej. Nawet pobieżny przegląd danych statystycznych pozwala zorientować się, że Polska jest w zasięgu sygnalizowanego “efektu kuli śniegowej”.
Ważnym czynnikiem, ktory należy brać pod uwagę, jest mechanizm kryzysu finansowego. Wspołczesne kryzysy finansowe (z lat 90. ubiegłego wieku, a także kryzys w Grecji) mają z reguły dwie początkowe fazy: wzrostu zadłużenia publicznego oraz ataku spekulacyjnego ze strony międzynarodowych grup finansowych. Wzrost zadłużenia spełnia rolę farby podkładowej, na ktorą kładzie się czarny kolor drenażu spowodowanego atakiem spekulacyjnym. Choć jest to kwestia dyskusyjna, atak spekulacyjny na Polskę nie jest obecnie czymś niemożliwym.
Konsekwencje pozorowanej polityki Określenie “polityka śmieciowa” służy do ukazania fenomenu działania rządow poprzez aktywność pozorowaną, nie dążących do rozwiązywania problemow społecznych i gospodarczych, nie podejmujących merytorycznej dyskusji, lecz nastawionych populistycznie (schlebiających płytkim gustom i skłonnościom elektoratu politycznego). Nie jest to fenomen wyłącznie polski, choć od kilku lat dominujący w polityce rządu w Polsce i w związanych z nim mediach. Chociaż polityce tej przypisuje się czasem głębsze treści liberalne, w praktyce sprowadzają się one do zaniechania poszukiwania i rozwiązywania problemow społeczno-ekonomicznych. Jest to polityka krotkowzroczna i niebezpieczna. Ważnym elementem tak uprawianej polityki jest brak dialogu społecznego i wypełnianie prożni sieczką propagandową. Autorzy opracowania analizującego dług publiczny sformułowali jednoznaczne oceny i postulaty pod adresem rządu. Co więcej, wskazali na obszary i grupy społeczne, gdzie problemy zadłużenia mają zasadnicze znaczenie (słusznie uznając, że ewentualna lub raczej konieczna reforma musi opierać się na identyfikacji najbardziej wrażliwych obszarow i grup społecznych). Dlatego warto postawić pytanie, jakie były obecne rządowe reakcje na przebicie się informacji o gigantycznym zadłużeniu Polski. Odpowiedź na to pytanie jest niestety bardzo nieprzyjemna, choć niezaskakująca. Rząd konsekwentnie trzyma się dotychczasowego stylu sprawowania władzy poprzez niepodejmowanie wyzwań. Opracowanie Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena stara się “przeoczyć” lub zbagatelizować. Premier nadal mowi o Polsce jako oazie sukcesu, chociaż w świetle tego opracowania jest to oczywisty absurd. Minister finansow, na ktorym spoczywa obowiązek zarządzania długiem publicznym, się nie wychyla.
| |
--
| ||
|
Member Posts: 233 |
Rząd dobrze wie o dramatycznej sytuacji. Już we wrześniu ubiegłego roku ukazał się (przemilczany) raport Pawła Dobrowolskiego z Instytutu Sobieskiego “Wysokość długu publicznego Polski”, w ktorym na uwagę zasługiwały dwa elementy. Pierwszy – iż oficjalnie uznawany dług publiczny w Polsce jest mocno zaniżony wskutek manipulacji statystycznych. Drugi – że dług ten wynosi ok. 220 proc. PKB (czyli o 8 proc. mniej niż według szacunkow przedstawionych we wspomnianym wyżej opracowaniu).<br/><br/>
Raport Dobrowolskiego skłonił panią poseł Annę Sobecką do interpelacji poselskiej, na ktorą otrzymała nie tylko wymijającą, lecz wręcz arogancką odpowiedź. W odpowiedzi podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansow Dominik Radziwiłł stwierdził, że “Przedmiotowy raport zakłada kwalifikowanie do PDP [państwowy dług publiczny - przyp. red.] rownież przyszłych, w pewnej mierze potencjalnych zobowiązań, ktore ciążyć będą na budżecie centralnym, w szczegolności z tytułu przyszłych wydatkow na renty i emerytury, opiekę zdrowotną czy oświatę, a ktore nie stanowią tytułu dłużnego”. Głownym punktem tego wyjaśnienia jest sprzeciw wobec zaliczania do zadłużenia publicznego “przyszłych, w pewnej mierze potencjalnych, zobowiązań”. Radziwiłł stwierdził w imieniu Ministerstwa Finansow, że wszystko jest w porządku, gdyż do tego zadłużenia należy wliczyć jedynie zobowiązania bieżące i wymagalne (czyli niewykonane). Dla osob słabo poruszających się w tej materii ta wypowiedź może wydawać się przekonywająca. A więc warto zatrzymać się nad jej sensem. Przytoczone stwierdzenie ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony rządowej (i pozostałych instytucji publicznych). Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie czasowym. Zarządzanie długiem publicznym musi koniecznie opierać się na ocenach tych zobowiązań w dalszej perspektywie; musi sięgać po przewidywania dotyczące narastania długu publicznego i jego konsekwencji. W przeciwnym przypadku zarządzanie długiem jest absolutnie niemożliwe. Wychodzi na to, że rząd (lub minister finansow) nie zarządza długiem publicznym Polski (lub czynią to pokątnie, czego raczej nie można traktować poważnie). Jednak w ramach “polityki śmieciowej” wydaje się to całkiem logiczne.<br/><br/>
Co to oznacza? Koncentrowanie uwagi na obecnym stanie zadłużenia publicznego i “obcinanie” długu obciążającego następne lata prowadzi do… silnego wzrostu zadłużenia. Czyli przyczynia się do pogłębienia zapaści finansowej państwa. Chodzi o tzw. grzech fiskalizmu polegający na tym, że taka krotkowzroczność powoduje, iż obciążenia budżetowe rosną w latach dobrej koniunktury, zaś pod presją wysokich kosztow są ograniczane w latach dekoniunktury, czyli przebiegają procyklicznie. To zaś tworzy pułapkę zadłużenia, w ktorą wpada nie tyle rząd, ile całe społeczeństwo. Pośrednio dłużnikiem jest bowiem nie rząd, lecz społeczeństwo.<br/><br/>
Dlatego wypada przypomnieć, że obecne standardy zarządzania zadłużeniem publicznym wyraźnie zakładają konieczność ujmowania tego zadłużenia w dłuższym horyzoncie czasowym. Tutaj ograniczę się jedynie do przypomnienia zalecenia MFW i Banku Światowego, iż “głownym celem zarządzania długiem publicznym jest zapewnienie, że potrzeby finansowe rządu i jego zobowiązania płatnicze są spełnione przy najniższych możliwych kosztach w perspektywie średnio- i długoterminowej, zgodnie z zasadą ostrożnego ryzyka”. Trzeba wyraźnie podkreślić: “w perspektywie średnio- i długoterminowej”, a nie doraźnie. <br/><br/> Manipulacje statystyczne<br/><br/> Radziwiłł w cytowanej odpowiedzi na interpelację poseł Sobeckiej uspokaja, że stosowana przez rząd definicja długu publicznego “jest zbieżna z definicją stosowaną przez Komisję Europejską w ramach procedury nadmiernego deficytu”. Definicja – tak, ale metody liczenia – nie.<br/><br/> Metody liczenia zadłużenia publicznego w Polsce zdecydowanie naruszają unijną metodologię oceny długu publicznego, a ponadto są to naruszenia tendencyjne. Unijna metodologia opiera się na metodzie memoriałowej (czyli ewidencji faktycznych zobowiązań;), w Polsce zaś przyjęto dla liczenia zadłużenia metodę kasową znacznie zmniejszającą kwotę tych zobowiązań (polegającą na pomijaniu odroczonych w czasie płatności). To zresztą było właśnie zasadniczym punktem sprzeciwu w raporcie Dobrowolskiego, ktory przypomina, że “realistyczne opisanie pozycji finansowej bardziej skomplikowanych podmiotow wymaga księgowości memoriałowej”.<br/><br/>
Czy mamy do czynienia w tym przypadku z “kreatywną księgowością”? Raczej z zalegalizowaniem “kreatywnej księgowości” i wykorzystaniem jej do upiększenia rzeczywistości.<br/><br/>
W Polsce od dłuższego czasu płyną sygnały o dokonywanych manipulacjach statystycznych. Odpowiedzią rządu na podejrzenia i zarzuty jest odgorne milczenie. Po ujawnieniu tendencyjnego zaniżania długu publicznego Grecji Komisja Europejska (ściślej – Eurostat) zamierza bardziej rygorystycznie przyglądać się rozlicznym manipulacjom statystyczno-księgowym. Jak dotąd rząd Donalda Tuska nic sobie z tego nie robi. A sprawa jest poważna. Bez rzetelnej bazy informacyjnej rząd nie może realizować podstawowych funkcji w zakresie ochrony interesu publicznego. I nie realizuje.<br/><br/>
Niepokojące wydaje się rownież to, że także NBP udzielił wyjaśnień dotyczących opracowania Jabłonowskiego, Müllera i Raffelhüschena w podobnym duchu (chociaż nie ciążą na nim zarzuty manipulacji). W niepodpisanym piśmie z 8 lipca br. czytamy, że ich opracowanie dotyczy “obliczenia potencjalnych zobowiązań, ktore mogą stanowić obciążenie budżetu w przyszłych okresach” (co jest oczywiste). Ale jednocześnie pada stwierdzenie, że to nic nadzwyczajnego, gdyż “podobne obliczenia przeprowadzone dla innych krajow wykazywały wyższy lub podobny poziom luki stabilności”. Czyżby fakt, iż gdzieniegdzie wybuchają pożary, miał posłużyć za usprawiedliwienie zaniechania gaszenia pożaru własnego domu? Czy to coś zmieni?<br/><br/>
Zdaniem uważnych obserwatorow, ujawnienie rzeczywistej skali zadłużenia publicznego Polski powoduje, że obecny rząd jest już skończony. Jeśli się jeszcze trzyma, to wskutek słabej lub opoźnionej reakcji społeczeństwa. Społeczeństwo dało się poznać jako bardzo słabe pod względem wykształcenia i świadomości ekonomicznej. Wielu ludzi uwiodły neoliberalne hasła, w myśl ktorych o sukcesie decydują wyłącznie indywidualne chęci i ambicje, niezależnie od sytuacji społecznej i ekonomicznej kraju. Ci ludzie stali się, choć najczęściej bezwiednie, sojusznikami pasożytow żerujących na majątku publicznym; zagranicznych i krajowych. Teraz ci ludzie będą płacić za swoją lekkomyślność i brak zrozumienia dobra wspolnego. <br/><br/> Chociaż może być jak w Grecji, w ktorej kryzys rozpoczął się właśnie od nadmiernego (ukrywanego) długu publicznego. Rządy Konstantinosa Karamanlisa (przewodniczącego liberalnej Nowej Demokracji w latach 2004-2009, partii podobnej do Platformy Obywatelskiej) doprowadziły do niewypłacalności w sektorze publicznym, wystawiając Grekow na atak spekulacyjny ze strony międzynarodowego kapitału finansowego. Teraz Antonio Samaras (nowy przewodniczący Nowej Demokracji) pierwszy zażądał postawienia odpowiedzialnych za kryzys przed Trybunałem Stanu, oskarżając ich o zdradę narodową. <br/><br/> W kręgach mających dobre rozeznanie w sytuacji społecznej i ekonomicznej Polski zaskoczenia nie widać. Z jednej strony miały one nadzwyczaj łatwe zadanie, gdyż fakty same wskakiwały im do ręki. Wystarczyła elementarna wiedza metodologiczna z zakresu ekonomii i historii gospodarczej, aby uchwycić rzeczywisty stan gospodarki. Ale z drugiej strony stało przed nimi nadzwyczaj trudne zadanie: skruszyć mur milczenia i arogancji rządu oraz mediow. To drugie przychodziło z trudem. Do czasu kiedy sprawy osiągnęły – niestety – skalę katastrofy. Czyli do dzisiaj. <br/><br/> Prof. Artur Śliwiński<br/><br/>
Autor jest profesorem doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych, pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Handlu i Finansow Międzynarodowych im. Jana Pawła II w Zielonej Gorze, wieloletnim wykładowcą analizy koniunktury gospodarczej na Uniwersytecie Warszawskim.
<a href="http | |
--
| ||
|
Member Posts: 233 |
Zapinajcie pasy !!! Kryzys w Grecji i jego konsekwencje dla Europy i Polski cz1 MP3 Kryzys w Grecji i jego konsekwencje dla Europy i Polski cz2 MP3 | |
--
| ||